Zaloguj się
Facebook

Komu dziś brakuje ludzi do pracy i dlaczego?

Posted on

W 2008 roku prowadziłem swój pierwszy, dwudniowy trening dla kierowników aptek, którego elementem, oprócz innych ról szefa, było pozyskiwanie współpracowników i rekrutacja. Jeśli wówczas, czyli ponad 10 lat temu bez zbędnego owijania w bawełnę mogliśmy rozprawiać tak naprawdę o selekcji kandydatów i technikach rekrutowania, dziś uczestnicy tego szkolenia mówią wprost: Jaka rekrutacja? Zatrudnię każdego, kto w ogóle zechce u mnie pracować.

Według danych GUS, w lipcu 2018 r. stopa bezrobocia w Polsce wynosiła zaledwie 5,9 proc. Wielu ekspertów rynku pracy podkreśla, że przy takim poziomie, pracy nie mają tylko ci, którzy tego nie chcą. Niski poziom wskazuje więc, że Polacy po prostu nie szukają pracy, bo w zasadzie ją mają. Ale czy to znaczy, że pracownicy nie szukają lepszej?

Czy są powody, dla których chcielibyśmy zmienić pracę na inną?

Może wysokie standardy, atrakcyjniejsze zarobki i pakiety świadczeń socjalnych pomogą pracodawcom pozyskiwać szczególnie wartościowych współpracowników? Teoretycznie istnieje coś takiego, jak „rynek pracownika” i u nas też często możemy o tym usłyszeć w debatach medialnych. A w praktyce? Czy dobry, wykwalifikowany specjalista może dowolnie podnosić swoje kwalifikacje i dyktować warunki pracodawcom? Otóż, paradoksalnie, wciąż nie jest to łatwe, a często niemożliwe. Pielęgniarek brakuje dramatycznie, a nadal zarabiają zbyt mało. Podobnie jest z nauczycielami i… farmaceutami. Pomimo niezwykle wysokich wymagań w zakresie wykształcenia, stawianych przed specjalistą tej dziedziny, możliwości awansowania, pozyskiwania nowych kompetencji i zwiększania swojego przychodu są ograniczone. Tak jak w wielu innych przypadkach, spotykamy się ze „szklanym sufitem”. Aby naprawdę więcej zarabiać, powinniśmy pracować u siebie. Stawki oferowane przez polskich przedsiębiorców wciąż istotnie odbiegają od standardów zachodnioeuropejskich. To jeden z powodów, dla których pracownicy mogą nie chcieć podnosić swoich kwalifikacji, ale też nie szukają innej pracy, ponieważ ich zdaniem wszędzie zarabia się równie mało. Zaplecze socjalne wokół etatu mogłoby stanowić zachętę dla tych, którzy dziś z powodów zdrowotnych, rodzinnych, czy jeszcze innych pozostają poza rynkiem. Jednak trudno oczekiwać, by znacznie wzrosła aktywność zawodowa kobiet czy osób długotrwale bezrobotnych.

Czy kształcenie zawodowe farmaceutów ułatwia odnalezienie się na obecnym rynku pracy i szerzej – w zmieniającej się rzeczywistości?

Bardzo ciekawy raport „Kompetencje przyszłości – czwarta rewolucja przemysłowa w Europie Wschodniej” przygotowany przez specjalistów z międzynarodowej grupy Addecco wymienia kompetencje (zbiór wiedzy, umiejętności i postaw), które już są lub za chwilę będą kluczowe. Są wśród nich m.in. tzw. kompetencje miękkie, a tu znajdziemy takie przykłady, jak:

• kreatywność
• przywództwo i zarządzanie kryzysowe
• wytrwałość i odporność
• elastyczne rozwiązywanie problemów
• przedsiębiorczość
• umiejętność analizowania danych
• zręczność i szybkie uczenie się

W zasadzie nie ma uczelni, która kładłaby nacisk na rozwój tych kompetencji, ale ta uwaga dotyczy kształcenia jako całości. Żyjemy w świecie nagłych, szybkich i częstych zmian i żadna szkoła nas do tego nie przygotowuje. Dziś staje się to niemal obowiązkiem pracodawcy. Coraz częściej mówi się o „lifelong learning”, czyli o modelach kształcenia ustawicznego, przez całe nasze zawodowe życie. Wydaje się, że zawody medyczne powinny być do tego przyzwyczajone, a jednak nie są. Owszem, farmaceuci nieustannie zdobywają nową wiedzę, ale głównie wiedzę i to tę specjalistyczną. Wciąż zbyt rzadko znajdujemy czas, by pracować nad kompetencjami miękkimi, a ich brak lub zbyt niski poziom czyni każdą pracę trudniejszą i mniej satysfakcjonującą. Mniej przyjemności z pracy, mniej satysfakcji z jej efektów to kolejny powód, dla którego uznajemy, że wszędzie jest tak samo źle. I dlatego nie szukamy lepszej pracy. I także dlatego, tak trudno o dobrych współpracowników.

Zbigniew Kowalski, ekspert programu „Apteczne (R)ewolucje”